Pobierz widget
WĄGROWIEC

Firma bardzo dobroczynna

Szymon Cieślak, 04 grudzień 2010, 12:10
Średnia: 0.0 (0 głosów)
Telefony w wągrowieckiej lecznicy rozdzwoniły się w listopadzie. Każdy z rozmówców pytał o jedno: „Czy wągrowiecki ZOZ upoważnił firmę spoza regionu do kupowania na swoje konto pościeli, koców, itd.”? Potem ci sami ludzie zadzwonili do redakcji Głosu Wągrowieckiego.
Firma bardzo dobroczynna

 

Historia zaczyna się od właścicieli wągrowieckich firm, takich jak pani Agnieszka, która w listopadzie okazała swoje serce miejscowemu oddziałowi dziecięcemu. Sama jest matką, więc wie, w jakiej potrzebie znajduje się szpital, gdzie leczone są maluchy.

Pewnego dnia skontaktowała się z nią przedstawicielka P.H.U. „Radość dzieciom” z Chorzowa.

- Zadzwoniła do mnie pani z pytaniem, czy nie chcielibyśmy udzielić pomocy remontowanemu oddziałowi dziecięcemu w Wągrowcu. Podała kwoty: 50, 100 i 200 złotych. Wybrałam sto złotych. Moja rozmówczyni powiedziała, że to bardzo duża kwota i że kupią za to koce, zabawki. Byłam na tym oddziale razem z synem i wiem, że jest smutno. Ta pani zbierała tylko na oddział dziecięcy. Wiadomo, na dzieci każdy da - wspomina pani Agnieszka.

Zastanowiło ją, że fakturę za pobraniem miał przywieźć kurier GLS. Przyjechał bardzo szybko. Pani Agnieszka nawet zastanawiała się, czy - skoro zbierają pieniądze na szpital - sama nie może odebrać tego dokumentu.

- Dlatego zadzwoniłam do szpitala, gdzie dowiedziałam się, że… szpital nie zbiera. Pani dyrektor Emilia Jagat powiedziała, że kilka osób już w tej sprawie się do nich zgłosiło. Nie czuję się oszukana, tylko po prostu niezbyt fajnie, bo mogłam te pieniądze zawieźć od razu do szpitala. Pomogłam tylko szpitalowi, czułam się nawet zażenowana, że wpłaciłam tylko sto złotych - dodaje pani Agnieszka.

Oprócz opiewającej na sto złotych faktury pani Agnieszka dostała też imienne podziękowanie, wydrukowane na dobrej jakości papierze. Czytamy w nim: „W imieniu dzieci z Zespołu Opieki Zdrowotnej, Od. Dziecięcy w Wągrowcu, dziękujemy za okazane wsparcie, które traktujemy jako wyraz dobroci i chęci niesienia pomocy potrzebującym. Dar ten sprawił wielką radość dzieciom i pozwoli uwierzyć im, że są ludzie wrażliwi na drugiego człowieka. Dziękujemy!”


Pomoc na szeroką skalę

Nie trzeba kontaktować się z chorzowskim przedsiębiorstwem, aby uświadomić sobie, że działa ono na terenie całej Polski. Wystarczy komputer, Internet i najpopularniejsza na świecie wyszukiwarka haseł. Znajdujemy tam informację, że Towarzystwo Przyjaciół Autyzmu w Starogardzie Szczecińskim dostało książki i gry. Ktoś inny na forum księgowych pyta, jak ma zaksięgować fakturę na koce i pościel od tej firmy. Tyle tylko, że nazwa jest inna. Zamiast P.H.U. „Pomoc dzieciom”, w Internecie poszukać możemy wypowiedzi o P.H.U „Promyczek” Pomoc Dzieciom. Nie zmienia się tylko nazwisko właściciela.

„Kiedyś przysłali do mojej firmy fakturę za 200 zł za 1 komplet pościeli. Zadzwoniłam do tego „Promyczka” z zapytaniem, co oni z tym robią i dlaczego ta pościel taka droga, czyżby potrzebujący żądali pościeli z jedwabiu? Pani pokrętnie się tłumaczyła, oczywiście obiecała przysłać podziękowanie od „obdarowanych”, ale już tak pół roku śle. Mówiłam o tym właścicielowi mojej firmy, ale on znowu dał się nabrać... Ma za miękkie serce” - czytamy na forum.gofin.pl.

O firmie napisał też na swojej stronie internetowej Szpital Ogólny w Kolnie, miejscowości położonej w północno - zachodniej części województwa podlaskiego. Możemy tam przeczytać, że lecznica nie udzieliła pełnomocnictwa P.H.U „Radość Dzieciom” do zbierania pieniędzy na dofinansowanie szpitala.

- Zgłosiły się do nas osoby z całego powiatu. Mówiły, że taka fundacja się za przeproszeniem „rządzi” na naszym terenie. Mamy swoją fundację i sami staramy się o pieniądze, prosimy o wsparcie lokalne firmy i mieszkańców, aby przekazywali nam 1 procent dochodu - opowiada Krystyna Marianna Dobrołowicz, dyrektorka Szpitala Ogólnego w Kolnie.

- Wiem, że przedstawiciele „Radości” zgłaszali się do firm i prosili o wsparcie minimum 100 złotych. Jedna firma dała nawet 400 złotych. Przysłali nam za to pościel jednorazowego użytku, małe koce i książeczki w formie reklamowej.

Pani dyrektor z Kolna dodaje, że ma w swoim szpitalu niewielki, bo liczący tylko 14 łóżek, oddział dla dzieci.

- W tym przypadku pomoc jest zbyteczna - twierdzi K. M. Dobrołowicz.


Zostały  „Sekrety wróżek”

Szpitale w całym kraju są w tak kiepskiej formie finansowej, że najpierw muszą myśleć w jaki sposób wyleczyć pacjenta za pieniądze z Narodowego Funduszu Zdrowia, a potrzebę zakupu książek dla dzieci odkłada się na bliżej nieokreśloną przyszłość. Dlatego lecznice nie wzbraniają się przed żadną formą pomocy. W końcu wszyscy chcą, żeby chore dzieci miały więcej niż przyzwoite warunki i - zdrowiejąc - nie nudziły się.

Również lek. med. Adam Pezacki, ordynator oddziału dziecięcego ZOZ-u w Wągrowcu, 17 września odebrał telefon, w którym zgodził się na dostarczenie paczki do szpitala. Kiedy ją dostał, nie pamięta, ale potwierdzenie otrzymania darów wysłał do Chorzowa 18 października. We wtorek, 26 października wysłał tam podobne pismo, w którym określił dokładnie zawartość paczki: pięć kompletów ręczników (dużych i małych), tyle samo sztuk koców, pięć kompletów pościeli (obleczenia do kołdry, poduszki i prześcieradło), jedna Encyklopedia Powszechna Ilustrowana oraz dwuksiążkowy zestaw bajek pod tytułem „Sekrety wróżek”. Kiedy szpital dowiedział się, że „Radość Dzieciom” zbiera pieniądze, chciał położyć temu kres.

- Ludziom mówiliśmy, że nie możemy na to iść - tłumaczy A. Pezacki.

- Chcieliśmy odesłać paczkę, ale firma z Chorzowa nie kazała nam tego robić. Powiedzieli nam, a potem potwierdzili faksem, że zaprzestali swojej działalności w Wągrowcu w dniu 16 listopada. Działaliśmy w dobrej wierze i oni pewnie też zgodnie z prawem. Wszystkie przysłane do nas rzeczy były w dobrym stanie, wyglądały na nowe. Tylko forma denerwująca była.

Pracownicy szpitala nie odesłali paczki. Ponownie jej też nie rozpakowali. Stoi gotowa do wysłania w pokoju pielęgniarki oddziałowej. Co z nią się teraz stanie? Jeszcze nie wiadomo.


Taka forma sprzedaży

Do P.H.U. „Radość dzieciom” z Chorzowa zadzwoniłem najpierw w czwartek. Szefa nie było, ale jedna z pracownic zgodziła się opowiedzieć o działalności firmy. Mówiła, że takich firm jak ta, w której pracuje, są setki. Podkreśliła, że inni oszukują ludzi: najpierw zbierając pieniądze na jakiś szczytny cel, potem nie realizują zobowiązań. Powiedziała, że chorzowska firma jest uczciwa, bo najpierw wysyła paczkę z darami, a potem zbiera na nią pieniądze. Pod koniec rozmowy stwierdziła, że nie jest upoważniona do kontaktów z prasą i poprosiła o telefon do szefa następnego dnia.

W piątek na klawiaturze firmowego aparatu telefonicznego ponownie wybrałem numer do P.H.U. „Radość dzieciom” w Chorzowie. Rozmawiałem z jej właścicielem, Łukaszem Stachurskim. Dowiedziałem się, że firma istnieje około półtora roku, a w tym czasie na jej adres przyszło około 30 podziękowań od instytucji, które wsparli.

- Mamy wiele podziękowań od szpitali, w których dziękują nam za to, że wsparliśmy je poprzez tę akcję. Często w tych szpitalach zdarzało się, że nie mieli nawet pościeli czy ręczników - twierdzi Ł. Stachurski, właściciel P.H.U. „Radość dzieciom”.

Każda rzecz, która się w paczce znalazła, została kupiona. Niestety, pan Łukasz nie chciał powiedzieć, ilu wągrowieckich przedsiębiorców podzieliło się z jego firmą pieniędzmi, ani ile zebrano ich w czasie tej akcji. Nie dowiedziałem się też, ile warte były te pościele, ręczniki, etc. Biznesmen z Chorzowa dodał tylko, że nic na siłę, bo jeżeli szpital nie chce pomocy, jego firma nie robi niczego. Instytucji, które mogą znajdować się w potrzebie, pracownicy wyszukują w Internecie.

Sponsorów, jak mówi, szukają na własny koszt. Dlaczego zatem pan Łukasz prowadzi firmę w prawdziwym tego słowa znaczeniu (P.H.U. - Przedsiębiorstwo Handlowo Usługowe), a nie na przykład fundację?

- Działamy jak Przedsiębiorstwo Handlowo Usługowe. To jest, można powiedzieć, też taka nasza forma sprzedaży - odpowiada Łukasz Stachurski.
Zapytaliśmy właściciela wspomnianego przedsiębiorstwa o koszta przedsięwzięcia i jego opłacalność.

- Jak ja zarabiam? Wie pan, nakładam sobie jakąś troszkę większą marżę z tego tytułu, że muszę z tego odprowadzić podatek, zapłacić VAT, opłacić telefony. Człowieka muszę opłacić, chyba że znajdzie mi pan osoby, które będą skłonne pracować za darmo, to oczywiście będę to robił non profit. Muszę wysłać kuriera, którego też trzeba opłacić. Nikt mi nic za darmo nie zrobi. Szereg kosztów składa się na taką akcję. Przez to nakładam sobie jakąś większą marżę, żeby to mogło mieć jakiś sens. Bo jeżeli nie nałożymy sobie tej marży, to po prostu nie poprowadzimy takiej firmy. Jeśli bym nie prowadził takiej firmy, to szpitale i inne placówki, które nie są w stanie pozwolić sobie na takie koszty, nie miałyby takich pościeli. Poza tym fundacja też musi zarabiać, bo także zatrudnia pracowników - wyjaśnia Ł. Stachurski.


Na szpital sami dadzą

Po rozmowie z panią Agnieszką i jej pracownikami dochodzimy do swego rodzaju konsensusu. Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, podziela go większość przedsiębiorców, którzy wsparli akcję chorzowskiej firmy. Chodzi o to, że skoro raz już udało się zebrać pieniądze na pomoc, można zrobić to po raz kolejny. Tylko, że tym razem pieniądze zostałyby przeznaczone w całości na rzecz wągrowieckiej lecznicy. Można by za nie kupić nie tylko koce, prześcieradła, bajki, ale także telewizor, odtwarzacz DVD czy cokolwiek innego, czego potrzebuje każdy maluch, żeby wyzdrowieć z uśmiechem na ustach.



 


 

KOMENTARZ

W tym artykule, co muszę wyjaśnić naszym Czytelnikom, nie chodzi o opisanie negatywnej działalności kogokolwiek. Opisuję w nim sposób na zarabianie pieniędzy, wykorzystujący oczywiste dla handlu prawa popytu i podaży oraz najbardziej wdzięczne marketingowe narzędzie, jakim jest współczucie wobec chorych i miłość do dzieci. Firma, o której piszemy, działa zgodnie z prawem, a ludzie, którzy ją wsparli, nie powinni czuć się oszukani. To jest po prostu jeden z bardziej sprytnych sposobów na zarobienie przysłowiowych „kilku groszy”.



 

Artykuł wyświetlono 1162 razy
Komentarze do artykułu
Dodaj komentarz
Informacje o gazecie
Nazwa
Głos Wągrowiecki
Wydawca
Wągrowiecka Oficyna Wydawnicza sp. z o.o.
Rok założenia
1990
Zasięg
powiat wągrowiecki
Nakład
4550

Jedynka gazety
Small
Najczęściej czytane
Częstochowską prostytutkę „Kobrę” znają wszyscy, a szczególnie...
Szok! Funkcjonariusze z kutnowskiej komendy w biały dzień mieli w...
Zaledwie 22-letni podróżnik wraz ze swymi dwoma towarzyszami marzył...
80-letnia Barbara Maćkowiak czuje się oszukana przez...
Najczęściej komentowane
Trzy lata temu „Tygodnik Podhalański” opublikował fragmenty rozmowy...
80-letnia Barbara Maćkowiak czuje się oszukana przez...
Rada Wydawców Stowarzyszenia Gazet Lokalnych oświadcza, iż nie jest...
Pilska telewizja ujawniła niewygodne dla sędziego Mariusza Sygreli...
Prokuratura i policja bada przyczyny niedzielnej tragedii, do...
Najwyżej oceniane
Gwiazdy polskiego sportu zarabiają w euro i bardzo to sobie chwalą...
W sobotę w Wągrowcu gościli Roman Czejarek oraz Sława Bieńczycka...
80-letnia Barbara Maćkowiak czuje się oszukana przez...
Świeże mleko dowożone jest codziennie wieczorem, około 19. Od...
Zakończyła się budowa sztucznego jeziora na Stobrawie. – Uważam, że...