FELIETON CEBULI - Uprzejmie donoszę...
Urzędy skarbowe informują o rosnącej fali donosów. Coraz więcej napływa ich też do innych organów kontrolnych, do policji i prokuratur. Najczęściej okazuje się, że anonimy nie mają nic wspólnego z prawdą i są przejawem dobrze znanej polskiej zawiści. W myśl starej zasady: jeśli nie mogę ci pomóc, to na pewno mogę zaszkodzić. Uprzejmie donoszę, że sąsiad kupił auto za sto tysięcy, a przecież zarabia ledwie tysiąc pięćset... Sprawdźcie, skąd Kowalscy mają pieniądze na drogie wakacje, skoro oboje nie pracują... Życzliwie informuję, że pan X buduje super willę, a skądinąd wiem, że prowadzi lewe interesy... Uprzejmie zawiadamiam, że Kowalska niby żyje z renty, ale co niedzielę idzie do kościoła w nowym płaszczu...
Jak wytłumaczyć tę naszą polską dwoistość? Kiedy skrobiemy fałszywy donos, żeby tylko komuś uprzykrzyć życie, nie czujemy się donosicielami, a wręcz przeciwnie. Niektórym sprawia niebiańską radochę prześwietlanie sąsiada przez taką czy inną inspekcję, mimo iż doskonale wiedzą, że jest ona wynikiem ich kłamliwych oskarżeń. Jeśli natomiast - kierując się obywatelską powinnością - powinni zawiadomić organa ścigania o rzeczywistym łamaniu prawa, odzywa się fałszywie pojmowane sumienie. Ja donosicielem? Nigdy, przenigdy!
Myślę, że źródło takich postaw sięga czasów PRL-u, a może i bardziej odległej przeszłości. Porządny Polak z władzą nie współpracował, a nawet się nią brzydził. Zawsze jednak miał na oku sąsiada zza płota i jeśli tylko sąsiadowi zaczynało się lepiej powodzić, uprzejmie zawiadamiał anonimem władzę. Tę samą, do której czuł obrzydzenie.
Od mentalności PRL-owskiej nie potrafią się też uwolnić instytucje państwa. Z jednej strony sprawdzają każdy, najbardziej absurdalny anonim, bo taki mają obowiązek. Z drugiej - jeśli ktoś jawnie zawiadomi organy ścigania, jest wciągany w machinę przesłuchań i śledztw, a potem trwających latami procesów sądowych. Dla świętego spokoju ludzie odwracają więc głowy, nawet kiedy na ich oczach popełniane jest jawne przestępstwo. Ten stan rzeczy może się zmienić tylko wtedy, gdy państwo zagwarantuje obywatelowi anonimowość. Tak jak zapewniają ją redakcje czytelnikom, jeśli sobie tego życzą. Redakcje mają bowiem ustawowe prawo nieujawniania komukolwiek danych osobowych informatorów. Wyjątek stanowią jedynie przestępstwa zabójstwa i zdrady państwa. Zapewne dlatego piszecie Państwo do nas, podając swoje dane.
Zapytaliśmy wspomnianych na wstępie nauczycieli, czy są świadomi tego, że milcząc na temat imprezek w swojej szkole, przyczyniają się do potencjalnej tragedii, bo nauczyciel "na gazie" może w końcu skrzywdzić uczniów. Wzruszyli ramionami, jakby nie była to ich sprawa. Oni przecież nie są donosicielami! Ile dramatów można uniknąć, gdybyśmy w porę reagowali na wszystkie "nie" nasze sprawy. Dzwońmy na policję, kiedy ktoś za ścianą maltretuje żonę, bo którejś nocy może dojść do zabójstwa. Wszczynajmy alarm, gdy sąsiad po raz kolejny siada po pijaku za kierownicą, bo wreszcie któregoś dnia może zabić na drodze matkę z dziećmi.
W rozwiniętych państwach zachodniej Europy ludzie reagują nawet wtedy, gdy ktoś zaparkuje auto w niewłaściwym miejscu, gdyż narusza porządek społeczny. I wcale nie czują się donosicielami. Są natomiast przekonani, że milcząc, działają na własną szkodę. Bo źle zaparkowany samochód może należeć np. do bandyty, który ogołoci ich dom lub uniemożliwi, w razie potrzeby, dojazd karetki lub straży pożarnej.
Zaloguj się lub Zarejestruj aby dodać komentarz.



