FELIETON CEBULI - Ślązaków nie zabijano na wojnie, lecz w ich własnych domach
Jako 15-letni chłopiec stałem się mimowolnym przedmiotem zwycięskich działań Armii Czerwonej w Gliwicach. Z rodziną i sąsiadami schroniliśmy się w piwnicy naszego domu, gdzie ukrył się też pewien Ukrainiec, któremu pomagaliśmy w czasie wojny. To on uratował nam życie, gdy do piwnicy wtargnęli rosyjscy żołnierze. Na moich oczach wywlekli oni z sąsiedniej kamienicy dwunastu mężczyzn, głównie staruszków i nieletnich chłopców, wśród których był mój przyjaciel. Następnego dnia znaleźliśmy ich ciała na pobliskiej ulicy, wszyscy zostali rozstrzelani. Nigdy nie zapomnę tragedii pani Zinglerowej, zgwałconej przy nas przez "wyzwolicieli", mimo że nasz Ukrainiec usiłował temu zapobiec.
67 lat to wystarczający dystans, aby gehennę śląskiej ludności przestać postrzegać przez pryzmat historycznych zaszłości oraz doraźnej politycznej koniunktury. Tymczasem taki pogląd nadal dominuje wśród części radnych sejmiku samorządowego województwa opolskiego. W rocznicę tragedii Górnoślązaków radni wywodzący się z Mniejszości Niemieckiej przygotowali projekt uchwały upamiętniającej zbrodnie dokonane podczas zwycięskiego marszu Armii Czerwonej. W efekcie politycznych sporów wycofali jednak dokument, który miał być hołdem dla ofiar oraz istotnym głosem dla całej Polski, nazywającym po imieniu niezaprzeczalne fakty.
Spór rozgorzał wokół tzw. kontekstu. Oponenci Mniejszości uparli się, aby uchwała uwzględniła całokształt nieszczęść, jakie w wyniku polityki Adolfa Hitlera miały miejsce podczas II wojny światowej. Powstało kilka wariantów dokumentu, a na koniec okazało się, że została całkowicie wymazana istota uchwały, wyrażona w pierwotnym dokumencie. Wyszło mniej więcej coś takiego, że Armia Czerwona mordowała Ślązaków na Opolszczyźnie, ponieważ Wehrmacht zabijał Rosjan pod Stalingradem.
Z całą stanowczością muszę zaprotestować, a zarazem - jako Ślązak i świadek śląskiej tragedii w 1945 r. - wezwać przewodniczącego sejmiku Bogusława Wierdaka do przerwania ciągu półprawd kreowanych przez część radnych. Cywilna ludność Śląska - bez względu na jej narodową tożsamość - nie ginęła w związku z walkami pod Monte Casino ani pod Tobrukiem. Ślązacy byli mordowani, gwałceni i poniżani tylko dlatego, iż znaleźli się na szlaku zwycięskiej armii, która w sporej części składała się z barbarzyńców, utwierdzonych stalinowską propagandą, że wszystko, co znajduje się na Śląsku, ma znienawidzoną niemiecką naturę i może być bezwzględnie zniszczone.
Upływ 67 lat to wystarczająco dużo czasu, aby nazwać rzeczy po imieniu. Nie mówię tego jako członek Mniejszości Niemieckiej. Nigdy nim nie byłem ani nie zamierzam być. Zabieram głos jako mieszkaniec Opolszczyzny, który dobrodziejstwo wyzwalania Ziem Zachodnich przez Armię Czerwoną przeżył na własnej skórze.
Zaloguj się lub Zarejestruj aby dodać komentarz.



