FELIETON CEBULI - No i po wyborach
Trzy lata temu Donald Tusk obiecywał, że jeśli dojdzie do władzy, to zredukuje biurokrację. Przez trzy lata nie zrobił nic w tym kierunku i dopiero teraz – gdy zbliżają się wybory parlamentarne – sejm przyjął ustawę, która pozwoli zmniejszyć o 20 tys. ilość etatów w urzędach centralnych i terenowych. Niby wszystko gra, bo zapowiedź doczekała się wreszcie realizacji. Tyle że w ciągu tych trzech lat zatrudniono dużo więcej urzędników niż teraz się zwalnia. Niektóre źródła podają, że od czasu objęcia rządów przez Tuska przybyło ich nawet 50 tysięcy. Postawmy więc oczywiste pytanie: czy szef Platformy Obywatelskiej spełnia przedwyborczą obietnicę, czy też oszukuje opinię publiczną? Każdy umie liczyć, więc odpowiedź jest prosta jak drut.
Wśród podmiotów objętych redukcją znalazł się Zakład Ubezpieczeń Społecznych, mający od lat zasłużoną opinię instytucji, którą lepiej omijać szerokim kręgiem, jeśli człowiek nie ma urzędowego przymusu. W tych dniach wybuchła w mediach taka bomba, że jeśli jest prawdziwa, to ZUS należałoby natychmiast zlikwidować, a nie bawić się w kosmetyczne cięcia etatów. „Gazeta Wyborcza” podała, że ZUS powinien mieć na koncie 2 biliony złotych pochodzące ze składek pracowników, a nie ma nawet grosza, ponieważ pieniądze szły przez lata na zasilenie budżetu państwa. Teraz, żeby wypłacać bieżące emerytury, ubezpieczyciel musi sięgać do tego samego budżetu, który sam się zapożycza na bieżące wydatki.
Nie mogłem uwierzyć w tę wiadomość, bo przecież Donald Tusk zapewniał przed wyborami samorządowymi, że pogłoski o krachu ZUS są wyssane z palca. Nazajutrz prof. Leszek Balcerowicz nie tylko je potwierdził, ale wprost powiedział, że polska „zielona wyspa”, którą ekscytuje się szef Platformy Obywatelskiej, może niebawem zniknąć w czarnej dziurze kryzysu, bo różne wskaźniki i wyliczenia to sztuka dla samej sztuki. Powtórzmy: księgowo ZUS ma 2 biliony, faktycznie nie ma nic. Jeśli osoby przewidujące twierdzą, że nie pozbieramy się wszyscy, kiedy po wyborach Tusk powie prawdę o finansach publicznych, to może coś jest na rzeczy. Tylko po których wyborach, skoro pewnie zaraz po świętach Platforma Obywatelska będzie się szykować do następnych?
Żyjemy od wyborów do wyborów i czasem już się żyć odechciewa. Może by ktoś wreszcie określił granice kłamstw i niedomówień, które powinny obowiązywać polityków przy serwowaniu wyborczej kiełbasy. Wiadomo, że jeśli ktoś się przypnie do stołka, to trudno mu się pogodzić z myślą, że kiedyś trzeba będzie ten stołek opuścić. Zwykła przyzwoitość powinna jednak obowiązywać każdego. Jeśli burmistrz miasteczka oszuka wyborców, to na niespełnionych obiecankach stracą głównie ci, którzy mu uwierzą. Gdy to samo robi szef rządzącej partii, to zapewnienia o najwyższej trosce dla dobra kraju i narodu są pustym frazesem.
Zaloguj się lub Zarejestruj aby dodać komentarz.



