FELIETON CEBULI - Kochajmy się
Trzy miesiące po katastrofie poseł Janusz Palikot obwieścił, że krwią ofiar splamione są ręce prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Prowokacje Palikota dawno już przekroczyły granice zdrowego rozsądku i w zasadzie należałoby przestać traktować go serio, bez względu na to, jaki temat porusza. Oskarżenie odbiło się jednak gromkim echem zwłaszcza wśród tych, którzy nie zareagowali słowem, gdy bezpodstawnie oskarżany był premier i rząd.
Minął zaledwie tydzień od rozstrzygnięcia wyborów, które miały zlikwidować dawne podziały i zapoczątkować nową jakość w polityce, a już mamy wszystko po staremu. Manifestujący w Warszawie członkowie Ruchu 10 kwietnia zażądali powołania międzynarodowej komisji w celu wyjaśnienia przyczyn katastrofy. Bo Polak Polakowi nie wierzy. Bo Amerykanie, a może Eskimosi powinni nam zaświadczyć, dlaczego rozbił się TU 154 i czy faktycznie ktoś ma na rękach krew.
Podczas manifestacji niesiono transparent z napisem „POlityczny mord”. Dwie pierwsze litery zostały wyraźnie podkreślone, żeby nie było wątpliwości, kto rzekomo za tą zbrodnią stoi. Nagabywani przez media organizatorzy zgromadzenia tłumaczyli się naiwnie, że nie wiedzą, czyjego autorstwa jest transparent, ponieważ na placu przebywało 2 tys. ludzi. Nie potępili jednak oszczerstwa, które nie różni się przecież niczym od potwarzy rzucanych przez Palikota.
Miliony Polaków wyjeżdżają na wakacje do bliższych i dalszych krajów. Podróże ponoć kształcą. Dlaczego więc jesteśmy tak bardzo odporni na ten rodzaj wiedzy? Czy zauważamy jak ludzie się tam do siebie uśmiechają, jak całkiem nieznajome osoby pozdrawiają się na ulicy? Czy dostrzegamy, jak mało jest tam bezinteresownej zawiści i wrogości? Nie słyszałem, żeby Francuz nienawidził sąsiada dlatego, że ma inne preferencje polityczne. Nie spotkałem się z sytuacją, żeby Hiszpan skakał Hiszpanowi do oczu, ponieważ w wyborach głosowali na różnych kandydatów.
Nie przypadkiem najlepsze filmy o niekończących się konfliktach powstały właśnie w Polsce. Historia Kargula i Pawlaka bawi pokolenia, choć pokazana w konwencji komediowej zawiera tak naprawdę gorzką refleksję. Musimy mieć wroga, bo bez niego ciężko nam żyć. Czujemy się chorzy, jeśli choć przez chwilę nie ma w pobliżu przeciwnika, którego można obarczyć jakąś winą albo potraktować zaczepnie.
Dotyczy to w takim samym stopniu spraw ważkich, jak i całkiem przyziemnych. Na całym świecie zdarzają się tragiczne katastrofy, ale tylko u nas ktoś musi mieć z tego powodu poplamione ręce. Wszędzie przytrafiają się ludziom przykre incydenty, po których mówią: przepraszam, i żyją normalnie dalej. Tylko u nas symboliczna wojna o miedzę może trwać latami.
Co tam zresztą miedza. Opowiadał mi ktoś niedawno o jednej pani, która przestała z dnia na dzień odzywać się do drugiej, mimo że mieszkają obok siebie od zawsze i nigdy nic je nie poróżniło. Przyczyna zmiany frontu była zasadnicza. Pierwsze pani kupiła sobie luksusowe auto. Drugiej nie było na nie stać. Banalna historia, a jakże obrazowo oddaje stan polskiego ducha.
Zaloguj się lub Zarejestruj aby dodać komentarz.



