FELIETON CEBULI - Burmistrz w krzakach
Straż miejska czai się w rowie z maszynką rejestrującą i kasuje każdego, kto nie zauważy bzdurnego znaku ograniczenia tempa jazdy.
Niedawno Mykanów trafił na czołówki ogólnopolskich gazet. Okazało się, że strażnicy wlepili już w ciągu roku kierowcom ponad 9 tys. mandatów za przekroczenie prędkości i zaledwie 22 mandaty za inne wykroczenia. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji zarządziło kontrolę, która ma wyjaśnić, czy w Mykanowie oraz setkach podobnych miejscowości radary służą do poprawy bezpieczeństwa ruchu, czy tylko do nabijania gminnej kabzy. To zwykła strata czasu, bo odpowiedź jest znana od kiedy gminy, mając możliwość czerpania wpływów z mandatów, traktują je niczym żyłę złota. Wystarczy w środku wsi ograniczyć prędkość do 20 kilometrów na godzinę, postawić fotoradar i pieniądze spływają jak z maszyny drukarskiej w państwowej mennicy.
Zanim Donald Tusk doszedł do władzy, obiecywał, że zaraz po objęciu rządów spowoduje wycięcie przy drogach gąszczu skrzynek ze szklanym okiem, ponieważ ten proceder zarobkowania osiągnął już rozmiary paranoi. Jak zwykle w przypadku wyborczych obietnic, stało się dokładnie na odwrót. Przy wielu szosach w ciągu trzyletniego sprawowania władzy przez Platformę Obywatelską wyrosło więcej straszaków niż drzew. Ograniczenia prędkości wprowadza się bez jakiekolwiek racjonalnego uzasadnienia. Fotoradary to świetne maszynki do zarabiania pieniędzy także przez prywatne firmy, które działają na zlecenie gmin.
Kiedyś w Pacanowie kozy kuli. Dziś w Mykanowie i setkach gmin klepią na poboczach złotówki, bo tak już mamy Polskę urządzoną, że zawsze ktoś będzie chciał zarobić tanim kosztem i kosztem innych.
Trudno się więc dziwić pomysłowości budowniczych autostrady A1, którzy za dnia utwardzali nawierzchnię dolomitowym tłuczniem, nocą zaś wywozili ten drogi surowiec w inne miejsce, a dziury wypełniali piaskiem i odpadami z hałd. Teraz policja ma pełne ręce roboty. Musi sprawdzić, na jakim podłożu opierają się oddane już do użytku odcinki autostrady, bowiem fuszerka może stwarzać nieprzewidywalne skutki dla kierowców.
Jeśli okaże się, że drogę trzeba budować na nowo, to może lepiej oddać już wykonaną pod zarząd Mykanowa albo innej gminy. Wójt czy burmistrz ograniczy prędkość do 40 km na godzinę, w krzakach ukryje szwadron strażników z aparatami i w krótkim czasie Mykanów zostanie najbogatszą miejscowością w Polsce. Przy takiej szybkości ułożony na odpadach asfalt na pewno wytrzyma. A że ograniczenia będą znacznie odbiegać do zasad ruchu autostradowego, to przecież nic nie znaczy. Nie takie paranoje powstawały w Polsce i ciągle powstają. W tym zakresie ograniczenia nas nie obowiązują.
Zaloguj się lub Zarejestruj aby dodać komentarz.



