DĘBICA - Trzydzieści lat temu napisał do niej Miłosz
- To właśnie ten Nobel w 1980 roku sprawił, że zainteresowałam się Miłoszem - opowiada Grażyna, dziś już nie Stasiowska, a Auguścik, nauczycielka języka polskiego w Zespole Szkół Ekonomicznych w Dębicy.
O jej korespondencji z wielkim poetą dziś pewnie wiedziałoby niewielu, gdyby po trzydziestu latach listów od Miłosza nie pokazała swoim uczniom. A okazja ku temu trafi ła się podczas szkolnego apelu kończącego obchody Roku Miłosza.
- Pomyślałam sobie, że może tą historią zainteresuję ich na tyle, że czasem sięgną po utwory noblisty - mówi Grażyna Auguścik i myślami wraca do lat 80-tych.
Kiedy informacja o nagrodzie przyznanej Czesławowi Miłoszowi dotarła do Polski, Grażyna była uczennicą III klasy Liceum Ogólnokształcącego w Dębicy.
Poeta był wtedy prawie nieznany w kraju. Nic dziwnego więc, że zaglądając do Encyklopedii PWN licealistka nie znalazła o nim wielu informacji. Próżno też było szukać w bibliotekach czy księgarniach jego tomików, bo te były wydawane w drugim obiegu. Cała wiedza, którą wtedy dysponowała, pochodziła od Haliny Niziołek, polonistki z dębickiego LO. Przełom nastąpił w czwartej klasie.
Wtedy to Grażyna Stasiowska zdecydowała, że po maturze zdawać będzie na polonistykę. Wcześniej jednak musiała m.in. napisać pracę maturalną, która dotyczyć miała twórczości Miłosza. Materiałów na jego temat postanowiła szukać w bibliotece Uniwersytetu Jagielońskiego w Krakowie, gdzie studiowała jej siostra. Niestety korzystać z niej mogli tylko studenci.
- Nie wiem, czy dziś powinnam o tym mówić, ale wchodziłam tam na legitymację starszej koleżanki - wspomina z uśmiechem na twarzy.
Niestety, materiałów na temat interesującego ją tomiku: Świat. Poema naiwne, na UJ nie znalazła. Stąd właśnie pomysł by napisać do autora. Licealistka wiedziała, że Miłosz mieszka w Stanach Zjednoczonych i wykłada literaturę słowiańską na Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley. Tak więc zaadresowała list. I czekała.
I się doczekała! Miłosz odpisał! Co prawda zanim list przeczytała licealistka z Dębicy, wcześniej prawdopodobnie zrobiła to cenzura, bo przyszedł uszkodzony. Jednak w końcu trzymała go w rękach.
W liście Miłosz w kilkunastu zdaniach opowiedział jej o swoim tomiku i życzył wszystkiego dobrego. Grażyna była tak podekscytowana odpowiedzią, że zaraz napisała kolejny list do noblisty. I znów otrzymała odpowiedź. Tym razem było to tylko kilka zdań i niestety bez nadziei na dalszą korespondencję. Bo Miłosz, jak twierdził, już nie miał na to czasu.
- Mimo tego trzymam te listy jak relikwie. Pewnie kiedyś będzie to najcenniejsza rzecz, jaką będę mogła przekazać moim dzieciom - twierdzi polonistka.
Osobiście spotkała Czesława Miłosza tylko raz i do tego przypadkiem. Nie pamięta, czy poeta mieszkał już wtedy w Krakowie, czy może przyjeżdżał tam tylko latem. W każdym razie odwiedzając któregoś dnia Uniwersytet Jagielloński, swoją macierzystą uczelnię, spotkała go na schodach, dyskutującego z jednym z profesorów.
- Podeszłam, przywitałam się i oczywiście wspomniałam, że znamy się już z korespondencji. Ale wiadomo, że Miłosz nie miał już prawa tego pamiętać - wspomina Grażyna Auguścik.
Ale ona pamięta i zawsze będzie pamiętać. A do listów często powraca. Może nie tak często jak do poezji noblisty, bo ta jest jej bardzo bliska, ale jednak. I stara się nią zarażać. Zawsze, nie tylko w Roku Miłosza.
* poniżej skany korespondencji z Czesławem Miłoszem.
Zaloguj się lub Zarejestruj aby dodać komentarz.


