CHOCICZA WIELKA - Zapleśniała inwestycja
Lokatorzy niewielkiego, płaskiego budynku w kształcie litery L powinni czuć się Luksusowo. Żyją w końcu w pięciu lokalach socjalnych za 500 tysięcy złotych zaadaptowanych ze starej szkoły. Ludzie są jednak rozdarci. Choć doceniają fakt zameldowania w nowych, rocznych mieszkaniach, to z desperacją wołają o pomoc w walce z grzybem, wilgocią, lodem i pleśnią.
– Nie chcemy być upierdliwi, ale jak mamy mieszkać w takich warunkach? – pyta Rafał Graczyk, którego mieszkańcy wybrali swoim przedstawicielem. – Sąsiadka lada dzień urodzi, dopiero co wymalowała pokój, a proszę zobaczyć, jakie ma ściany, jaki grzyb. Najgorzej jest w szczytowym mieszkaniu, tam jest najwięcej lodu na drzwiach od wewnątrz. Jesteśmy wdzięczni, że mamy te mieszkania, ale chcielibyśmy, żeby ktoś nam pomógł, bo to, co się dzieje, nie jest normalne w praktycznie nowym budynku – dodaje R. Graczyk.
Nie są to pierwsze problemy w „luksusowych” lokalach. Mieszkańcy wprowadzili się tam w styczniu 2011 roku i już dwa miesiące później zaczęli zgłaszać administratorowi pierwsze usterki. W listopadzie omal nie doszło do tragedii. Z nieszczelnych przewodów kominowych zaczął wydobywać się czad i dym. Po interwencji „WW” gmina zlikwidowała we wszystkich lokalach kuchenne piece węglowe, pozostawiając tylko pokojowe „kaflaki”. Nowe problemy – z pleśnią i lodem – pojawiły się wraz z zimą.
Ratuszowi urzędnicy znają problemy mieszkańców i wiedzą z czego one wynikają. Według urzędników winni są sami mieszkańcy.
– Z informacji, które uzyskaliśmy od fachowców, wynika, że przyczyna tkwi w niewłaściwym użytkowaniu mieszkań – stwierdza naczelnik wydziału mieszkaniowego Urzędu Miasta i Gminy we Wrześni Magdalena Łuczak. – Wiatrołapy, czyli pomieszczenia przechodnie, w których pojawia się lód, nie są ogrzewane, dlatego trzeba tam zapewnić odpowiednią wentylację. Prace adaptacyjne zostały wykonane zgodnie z dokumentacją i na ten moment chyba nic innego nie da się zrobić z oblodzeniem drzwi. Z kolei pojawienie się wilgoci to efekt tego, że mieszkania są bardzo szczelne i nie mają naturalnej cyrkulacji powietrza. Dlatego też mieszkańcy muszą otwierać okna, mimo to, że powoduje to ubytek ciepła. W przeciwnym wypadku w najzimniejszych miejscach ta wilgoć wyjdzie – konkluduje M. Łuczak.
Podobnego zdania jest Jan Zimny z firmy Nexsa z Gniezna, której gmina zleciła adaptację szkoły. Jednak J. Zimny winy nie upatruje po stronie mieszkańców.
– Zgodnie z wytycznymi ociepliliśmy dokładnie ściany, dach i całą posadzkę. Wszystko jest szczelne, a ludzie przecież tam palą. Brakuje więc kanałów wentylacyjnych. Jeżeli dostaniemy od gminy zlecenie na wykonanie takiej wentylacji, to oczywiście zaraz ją zrobimy. Niech tylko ktoś władny napisze nam, co mamy zrobić i zaraz przyjeżdżamy – deklaruje budowlaniec.
Jednak urzędnicy twierdzą, że nie mogą skontaktować się z gnieźnieńskim przedsiębiorstwem.
– Wielokrotnie wzywaliśmy firmę Nexsa do usunięcia usterek pojawiających się podczas użytkowania obiektu w Chociczy. Niestety nasze pisma i telefony pozostawały bez odzewu – mówi Robert Stachowicz, kierownik referatu inwestycyjnego w ratuszu. – Dlatego gmina odrębnym postępowaniem zleciła wykonanie robót i napraw innemu wykonawcy. Obecnie podejmujemy kroki związane z odzyskaniem środków finansowych poniesionych na realizację robót, które zgodnie z zawartą umową powinny zostać wykonane przez firmę Nexsa w ramach gwarancji.
– To nieprawda – stwierdza J. Zimny. – Nigdy nie uchylaliśmy się od naszych obowiązków. Gmina zwróciła się do nas tylko w sprawie kominów i czadu, który był w mieszkaniach oraz poprawienia kostki pozbrukowej. Inspektor nadzoru budowlanego miał przygotować pismo, w którym miał dokładnie wskazać, co mamy naprawić. Niestety, do tej pory tego nie zrobił. My zrobiliśmy wszystko zgodnie z projektem. Jeżeli gmina lub inspektor nadzoru budowlanego wskażą nam konkretnie, co mamy naprawić, zrobimy to w ramach gwarancji – zapewnia.
Od sprawy dystansuje się także Bank Gospodarstwa Krajowego, który zarządza funduszami rządowymi i zainwestował niemal 40% z 500 tys. zł przeznaczonych na przebudowę szkoły na lokale socjalne.
– BGK monitoruje przebieg procesu budowlanego do samego końca, opierając się tylko na dostarczonych przez urząd gminy dokumentach oraz po zakończeniu inwestycji przez 15 lat. Gdyż przez taki okres powinny tam być lokale socjalne – mówi Bogusław Białowąs, zastępca dyrektora BGK, dodając, że utrzymanie budynku i bieżące naprawy leżą już po stronie gminy.
Zaloguj się lub Zarejestruj aby dodać komentarz.



