Bohaterstwo czy Głupota?
- A może nie jest bohaterem? Może był po prostu głupi? - zastanawia się, spoglądając na zakurzoną statuetkę Samarytanina Roku, jaką Patryk został uhonorowany rok po wypadku. „Co mu z niej?”.
- To była środa, początek wakacji - wspomina jakby wczorajszy dzień Renata, mama Patryka, który trzy i pół roku temu skoczył w wir rzeki, by ratować Krystiana. Dzisiaj kumple nie rozmawiają. Nie mogą. Patryk jest sparaliżowany, nie mówi, nie rusza się, a jego świat skurczył się do wózka inwalidzkiego.
Bez planów na życie
Renata Chełczyńska nigdy nie zapomni 25 czerwca 2008 r. Piękna, słoneczna środa utkwiła jej w pamięci. Dzień miał być początkiem nowego, lepszego życia. Wstała bladym świtem. Ogarnęła się i do pracy. Kilkanaście minut i była w Gościńcu na Rozdrożu. Trafiła jej się dorywcza robota w kuchni. Cieszyła się, bo była szansa na stałą. Wyszedł Mirosław małżonek, górnik z Janiny. Dzieci zostały same.
Patryk leniwie przeciągał się na łóżku. Idąca na szóstą do pracy matka zostawiła kartkę z listą zakupów i pieniądze. To był jedyny obowiązek. A był jak żywe srebro. Miał tysiąc pomysłów na minutę i słomiany zapał. Do dzisiaj stoi przy domu szopka, którą budował latem 2007 roku. Dzieciaki przespały w niej całe wakacje. Na strychu stoi nadgryziony zębem czasu stół pingpongowy.
- Skończył drugą gimnazjum. Nie miał jeszcze planów na dalsze życie. Po szkole była laba, nic innego się nie liczyło - mówi z uśmiechem Renata, matka czwórki dzieci, w tym przykutego do wózka. Uśmiecha się też na wspomnienie akcji zbierania złomu. Wioząc żelastwo na wózku, synowie wygłupiali się. Przerysowali jakiś samochód. - Nudzić przy nich, się nie nudziliśmy - opowiada i kwituje z radością: - Aniołkiem Patryk nie był.
Dzisiaj brakuje jej psot, zadziornego uśmiechu po tym jak wszystkim wokoło zrobił na złość, i dobroci, jaką miał w sercu. W końcu był oczkiem w głowie.
Postawił pierwszy krok
- Gdybym została w domu, to ten dzień pewnie potoczyłby się inaczej... - Renata zawiesza głos. - Wtedy widziałam go po raz ostatni - dorzuca, patrząc na tępo spozierającego w telewizor syna.
Patryk, zgodnie z przykazaniem, szybko zrobił zakupy i razem z dwa lata młodszym bratem Michałem pobiegli do kolegów. Było gorąco. Wspólnie zdecydowali, że skoczą nad Wisłę do sąsiednich Broszkowic. Skusiła ich piętrząca się woda na kaskadzie. Pojawili się tam późnym rankiem.
- Takie głupie pomysły - denerwuje się Renata.
Cały dzień kąpali się i wylegiwali. Popołudniem zbierali się do domu. Postanowili przemaszerować przez betony piętrzące wodę. Krystian niefortunnie potknął się na kamieniu. Wpadł do wody, zaczął tonąć. Patryk bez chwili namysłu rzucił się na ratunek. Niefortunnie wpadł prosto w wir.
- Już wtedy pojawiły się na portalach internetowych komentarze i opinie, że nie były to żadne bohaterstwo, tylko po prostu głupota. ...Może faktycznie?
Z perspektywy czasu mówię, że nie było warto - stwierdza Renata Chełczyńska, choć przypomina sobie słowa kobiety, która powiedziała kiedyś, że może Patryk nikogo nie uratował, ale postawił pierwszy krok. A za pierwszym krokiem idą narody.
- Czy ktoś miałby odwagę skoczyć, gdyby Patryk tego nie zrobił? - zastanawia się. Ale co mu przyszło z tego skoku? - Cierpienie, ból, zmarnowane nasze całe życie - odpowiada szybko Renata, niepamiętająca już dnia w którym wspólnie z rodziną planowała co wydarzy się za rok, za pół roku, za tydzień. Przecież nawet do znajomych nie może wyjść. Zdarzyło jej się raz. Musiała szybko wracać. A czy miała pretensje?
- Pretensje, a do kogo? Chyba do siebie. Ta pogoń za pieniędzmi. Żeby było lepiej, żeby było lepiej dla nich, żeby mieli to, co rówieśnicy. Wyszło na odwrót... - I tak się pracą długo nie nacieszyłam, musiałam zrezygnować.
I ugrzązł między betonami
W szatni zadzwonił telefon. Kolega Renaty, jak nigdy, chwycił za słuchawkę i przyniósł aparat do kuchni:
- Ktoś do ciebie - uciął.
- Piotrek jestem w pracy. Nie wiem, gdzie są chłopcy - kobieta nie miała czasu na rozmowę z rówieśnikiem syna.
- Egon chyba się utopił - wybełkotał nastolatek.
- Gdzie jesteście?
- Nie mów, że tam w Broszkowicach - zapytał po odłożeniu słuchawki kolega, który ją przyniósł. Zapakował Renatę do samochodu i pojechali nad Wisłę. Kilka kilometrów, a dłużyło się w nieskończoność. Były korki. Jechali przez Bobrek.
- Patryk nie lubił się prosić. Myślę, pokłócił się z kumplami, odwrócił i bez słowa poszedł. Miałam nadzieję, nie wierzyłam, ale jak zobaczyłam pogotowie, policję, straż - Renata idąc wałem, przeciskała się przez tłum ludzi: „Nie mają go”, „Nie mają”.
W karetce ujrzała chłopca. To był Krystian.
- Gdzie jest Patryk?
- Nie wiem.
Postawiła jeszcze kilka kroków i wpadła w ręce strażaka. Zobaczyła Patryka. Leżał na brzegu. Ratownicy go reanimowali. - Dalej nic nie pamiętam - Renata ocknęła się po dłuższej chwili.
Strażak, który ją wcześniej złapał, wskazał jedynie mężczyznę. Miał jeszcze mokre spodnie. To sąsiad Jurek. Chłopców ratowali dwaj bracia z Broszkowic. Oni wyciągnęli Krystiana. Walka z wirami ich wykończyła. Nie mieli sił znów skoczyć do wody. Skoczył Jurek. Wstrzymał go jeszcze strażak.
- Przyjadą płetwonurkowie, to go wyciągną - zakomunikował, ale Jurek nie słuchał. Nurkował trzy razy. Nic nie widział. Dopiero stojące na brzegu dziewczyny wskazały miejsce, w którym wypłynęły kąpielówki.
Patryk był zablokowany między dwoma betonowymi blokami kaskady. Wirująca woda raz po raz chwytała go za głowę i uderzała nią w beton.
- Nikt nie mierzył czasu. Nikt nie wie, ile tak naprawdę był pod wodą. Z moich obliczeń wynika, że co najmniej 20 minut - szacuje Renata. Tak też zeznali świadkowie.
Teraz tkwi na wózku
Rozpoczęła się walka o życie, później zdrowie Patryka, a w końcu o jego uśmiech. Było też śledztwo i postępowanie policyjne przeciw rodzicom chłopca. Czy byli winni? Nie, ale dzisiaj słyszą, że kłamią, wykorzystują stan dziecka, by zbierać pieniądze i pić.
- Akurat w naszym domu alkohol to był... Zresztą nie ma co mówić, co się tłumaczyć, ale takie słowa bolą - mówi Renata i ze łzami w oczach wspomina, jak wzięła Patryka na odpust. On na wózku i mnóstwo kolegów. Byłych. Już ich nie ma. Wszyscy odwracali głowy. - I mówią, że kłamię, bo mówię, że Patryka nikt nie odwiedza - Renata nie wie, jak będzie dalej.
- Myślałam, że pójdzie szybko, że dojdzie do siebie, a tu minęły trzy lata i postawiliśmy może mały krok do przodu. Jest lepiej niż było, bo patrzy, śmieje się, wyraża emocje, ale ruchowo dalej jest uzależniony od nas - zastanawia się i wciąż zadaje pytanie: - Czy to było bohaterstwo? Patryk „Zwykłym bohaterem” nie został.
Zaloguj się lub Zarejestruj aby dodać komentarz.



