Biała Podlaska - Za kratami układają swoje życie
Pobudka jest o 5.45, potem apel i śniadanie. Wszystko odbywa się do godz. 7. W niedziele i święta poranny porządek jest przesunięty o godzinę do przodu. Są różne grupy więźniów. Plan dnia jest uzależniony od tego, do jakiej się należy. Jedni pracują poza zakładem, inni na jego terenie. Są też tacy, którzy nie mogą wychodzić ze swoich cel przez 24 godziny. Obiad dla osób pracujących jest o godz. 16. - Potem czas spędza się luźno. Gra się w karty, rozmawia, ogląda telewizję. Każdy kombinuje na własną rękę żeby coś robić. Szukamy zainteresowań. Jedni piszą listy, inni czytają książki. Świat kogoś, kto trafił za kratki kilka razy jest jednak inny niż tego, kto siedzi pierwszy raz - opowiada Dawid 22-latek, recydywista. Miał 17 lat, gdy pierwszy go zamknęli. Zakład Karny w Białej Podlaskiej jest przepełniony. W celach jest ciasno Dawid mieszka w dziesięcioosobowej. Są też pomieszczenia sześcioosobowe. - Sama ciasnota wywołuje specyficzne zachowania. Jak ktoś wchodzi komuś w drogę powstają agresywne sytuacje. Na porządku dziennym jest to, że ktoś dostaje w mordę. Administracja nie wie o wszystkim - mówią otwarcie skazani.
Bez paczek klepią biedę
- Więźniowie mają umiejętności kulinarne. Często sami gotują sobie dodatkowe potrawy na przykład na święta. Rodziny przysyłają także paczki żywnościowe. My oferujemy dania „firmowe” - mówi Bogusław Woźnica, dyrektor Zakładu Karnego w Białej Podlaskiej. Inaczej sprawę postrzegają więźniowie. - Z jedzeniem jest różnie. Od więzienia dostajemy tylko tyle żeby przeżyć. Pomagają paczki, widzenia. Jeśli rodzina dba to jest dobrze. Ci, którzy nie mają takiej pomocy i nie zarabiają klepią biedę - wyjaśnia Marcin, recydywista. Więzienie w Białej Podlaskiej jest siódmą placówką karną, w której przebywał. - Gdy ktoś dostaje na przykład paczkę na Boże Narodzenie to zawsze się przynosi reszcie z celi żeby spróbowali. Każdy wykłada wszystko, co ma na wspólny stół. Dzielimy się. Nie można dyskryminować kogoś za to, że na przykład pochodzi z ubogiej rodziny albo, że się od niego odwrócili - tłumaczy Damian. Do wyjścia na wolność zostały mu jeszcze dwa lata
Pedofile i gwałciciele na marginesie marginesu
- Każdy, kto jest po drugiej stronie muru ma zwichniętą moralność - przyznają skazańcy. - My o tym dobrze wiemy. To znaczy: zdajemy sobie sprawę z tego, kim jesteśmy dla normalnych ludzi, ale tutaj też funkcjonuje jakiś rodzaj moralności - tłumaczy Stanisław. Więzienie wyciska piętno na duszy człowieka. Nawet ludzie na wolności nie tolerują gwałtów i pedofilii. Tutaj to się bardziej potęguje. Gwałciciele i pedofile są poza naszym marginesem. My jesteśmy na marginesie. Oni na marginesie marginesu - tłumaczy skazaniec. Stanisław nie ma ani jednego tatuażu, ma za to bardzo bogaty zasób słów, nie zdradza go charakterystyczny dla więźniów, wyniosły ton. Pracuje w bibliotece więziennej. Zaskakujące jest to, że grypsuje. - Po stronie grypsujących są ludzie, którzy nie siedzą za pedofilię i gwałty. Grypsujący nie chcą mieć z takimi do czynienia. Nie chcemy jeść z nimi przy jednym stole. Niegrypsujący się godzą żeby z takimi funkcjonować. Potrafię się jednak dogadać z niegrypsującym, który ma jakieś zasady i szanować go bardziej niż niejednego z mojej grupy „zaszeregowania”. Mimo wszystko: grypsujący nie poda ręki niegrypsującemu. Jest tu jeden, który zgwałcił 11-letniego bratanka. Inny, który pociął swoją matkę nożem. Ciężko mi z nimi rozmawiać, bo wiem, kim są i co zrobili – mówi Stanisław. - Jeśli ktoś rusza dziecko to dla mnie jest zwykłym śmieciem, a nie człowiekiem. Powinien od razu dostać kulkę - dodaje niegrypsujący Marcin. - Siedziałem 7 lat w jednym z ciężkich, represyjnych więzień. Tam jest inaczej. Ludzie dzielą się na takich, którzy są z gruntu źli i dobrzy. Trudno rozróżnić, kto jaki. Wszyscy są traktowani jednakowo. Akta były naszymi szufladkami: grypsuje, nie grypsuje. Nie ważne czy on jest grypsujący dobry, czy grypsujący zły - opowiada Stanisław.
Rolka papieru na miesiąc
Więźniowie, mogą korzystać z kantyny. - Przydzielono mnie do pracy w pralni, chodzę sobie w zielonym uniformie więziennym - śmieje się Marcin. - Zarabiam 150 złotych, ale 120 miesięcznie potrącają mi na kasę żelazną. Te pieniądze dostanę po wyjściu - dodaje chłopak. Są też inne możliwości zrobienia. - Jeśli ktoś jest uzdolniony plastycznie może sprzedać to, co stworzy. Kupić za to papierosy i kawę - wtrąca Dawid. Papierosy i kawa to w więzieniu jedne z najbardziej pożądanych produktów. Kupić trzeba także najbardziej prozaiczne artykuły. - Na przykład papier toaletowy. Niby dają rolkę na miesiąc, ale to nie wystarcza. Zużywamy ją przeciętnie w tydzień. Musimy też uprać swoje ciuchy. Kupić proszek do prania czy płyn, artykuły do higieny - wyliczają mężczyźni. Na niektórych oddziałach więźniowie mają dostęp do pralki. O schludność pościeli dba zakład. W prawie każdej celi jest telewizor. Pensjonariusze mogą też korzystać z biblioteki, siłowni, boiska do siatkówki i rowerów.
Pójdzie na pielgrzymkę z osoba niepełnosprawną
Administracja zakładu umożliwia więźniom podnoszenie kwalifikacji. - W bialskim zakładzie udało mi się ukończyć technikum. Miałem najlepsze wyniki z matury: trzy piątki i jedną czwórkę - chwali się 51-letni Stanisław. Organizowane są także kursy. - Ostatnio odbywał się kurs języka migowego. Był też kurs uprawniający do kierowania wózkami widłowymi oraz komputerowy. Przygotowujemy się do zorganizowania kursu na kucharza. Służba więzienna dysponuje pieniędzmi na pomoc postpenitencjarną. Wyszliśmy z założenia, że zamiast przekazać je w całości zwolnionemu więźniowi lepiej przygotować go do życia w inny sposób. Dajemy wędkę, a nie rybkę. Nabyte w zakładzie umiejętności stwarzają szansę na znalezienie pracy - komentuje dyrektor Woźnica. - W sierpniu pójdę na pielgrzymkę do Częstochowy, będę miał pod opieką osobę niepełnosprawną ruchowo, głuchoniemą - mówi Stanisław. Nie wszyscy więźniowie mają możliwość wyjścia z zakładu bez nadzoru, w trakcie odbywanej kary. Na to trzeba sobie zasłużyć odpowiednim zachowaniem. Część skazanych w ogóle nie może korzystać z oferowanych przez placówkę kursów. Są tacy, którzy nie są nimi zainteresowani. - Ja to nazywam, że ktoś ma rogatą duszę i nie chce się od niej uwolnić. Jedni robią na złość całemu światu, a inni po prostu tak mają. To jest taka samonakręcająca się karuzela. Jak ktoś jest wrogo nastawiony i manifestuje to wyrazem twarzy czy zachowaniem, to wzbudza takie same nastawienie wobec siebie. Jest wielu ludzi, którzy odcinają się mimo wszystko. Każdy więzień na początku to przechodzi - analizuje Stanisław. Większość kierowanych do placówki w Białej przechodzi terapię antyalkoholową. Skazańcy zgodnie przyznają, że właśnie przez alkohol znaleźli się za kratkami. Po terapii otwiera się szansa pójścia do pracy i wcześniejsze wyjścia.
Tatuaże wyszły z mody
Wykonywanie rysunków na ciele jest bezwzględnie zabronione. Więźniowie chowają się i robią je mimo wszystko. - Podobają mi się tatuaże, chociaż ich wykonywanie jest w więzieniu zabronione. Jeśli mam okazję to z niej korzystam. Zawsze można jakoś wykombinować. Ktoś zna kogoś, kto to robi i tak to się dzieje - mówi amator rysunków na ciele. Jeszcze kilka lat temu tatuaże oznaczały przynależność do grup, określały długość odbytej kary, rodzaj przestępstwa, w jakim się ktoś „specjalizował”. Teraz niewielu przywiązuje do tego wagę. - Kropka przy oku (tzw. Synkówa), oznaczała, że ktoś grypsuje. Kreski na powiekach (mgiełki) wskazywały tego, kto dobrze zna i podkręca bajerę (uczy grypserki). Trzy kropki na ręku oznaczały nocnego złodzieja. Jedną tatuowali złodzieje. Kropki mogły też oznaczać odsiedziane lata. Teraz raczej się tego nie stosuje - mówi Krzysztof. Kiedyś ludzie rysowali napisy typu: „Pearson is hell”, czy „patrz komu ufasz”. Teraz moda na tatuaże przemija. Tylko starzy recydywiści mają jeszcze napisy, które cokolwiek oznaczają - dodaje mężczyzna. Dawid ma kropkę pod okiem, ale nie grypsuje. - Kiedyś wymusiliby na mim żeby ją usunął teraz nikomu to już nie przeszkadza. To jest już totalny przeżytek, anachronizm - podkreśla Stanisław. - Teraz nowi przychodzą do więzienia, siedzą rok czy dwa i tatuują sobie majora albo półkownika. Kiedyś by tego nie zrobili. Na półkownika 5 lat jednym rzutem trzeba siedzieć - wyjaśnia Krzysztof.
Ułożą życie, albo wrócą
Nie wszyscy osadzeni myślą o końcu kary. Nie wiedzą jak będzie wyglądało ich życie. Będą musieli od nowa się go uczyć, jeśli się nie uda wrócą do Białej lub do innej placówki. - Jest jeszcze za długo do wyjścia, żeby się nad tym zastanawiać. Na pewno pojadę do rodziny. Trzeba będzie zacząć powoli układać to wszystko - mówi po zastanowieniu Marcin. Od Krzysztofa odeszła żona. Zapytany o to, co będzie robił po wyjściu milczy. Dawid otwarcie przyznaje, że nie wie, co ma zrobić z życiem. Jedynie Stanisław pewnie odpowiada na pytanie. - Mam już wszystko przemyślane. Po wyjściu na wolność chcę zmienić miejsce zamieszkania. Gdy poszedłem do więzienia, mój syn jeszcze studiował. Po obronie okazało się, że pozamykały się przed nim pewne drzwi. Chciał iść do BOR-u. Miejscowość, w której mieszkam jest bardzo mała. Niedawno urodziła mi się wnuczka. Nie chcę żeby ktoś wykrzykiwał za nią obelgi skierowane pod moim adresem - mówi Stanisław spuszczając wzrok. - Nie utożsamiałem się długo z karą, którą dostałem, gdy tu przyszedłem. To był bunt, który niewiele wniósł. Dochodziłem do siebie dwa lata. Musiałem jednak realnie spojrzeć na życie. Czuję wstyd, gdy mówię o swojej sytuacji. Chodzi o to, że tu jestem - przyznaje Stanisław. n
Religia
Na msze w więziennej kaplicy chodzi stałe grono mężczyzn. -Wierzę w Boga, ale nie praktykuję. Takich jak ja jest z resztą wielu. Przeżyłem już załamanie wiary. Szukałem czegoś innego, ale pozostałem przy katolicyzmie. Tak zostałem wychowany - opowiada Damian, osadzony w bialskim zakładzie karnym. – Ja chodzę co tydzień - dodaje Stanisław
Czas wolny
Jednym ze sposobów spędzania wolnego czasu w więzieniu jest czytanie książek. - Są ludzie, którzy dużo czytają i tacy, którzy nie widzą książki przez całą odsiadkę. Staramy się promować czytelnictwo organizujemy konkursy wiedzy ogólnej i tematyczne. Wychowawca nagradza pochwałami, które są umieszczane w aktach. Pochwały mają wpływ na ogólny wizerunek a tan na wcześniejsze wyjście lub zwolnienia warunkowe - tłumaczy Stanisław, pracownik więziennej biblioteki.
Spacery
Więźniom przysługuje czas do przebywania poza budynkiem. Spacerniak, nie wygląda zachęcająco, ale wystarcza, jeśli jest jedyną możliwością zaczerpnięcia świeżego powietrza
Ile kosztuje wyżywienie więźnia?
Podstawowa dzienna stawka żywieniowa to 4,5zł. Na młodocianych do 18 roku życia jest o 40 groszy wyższa. Na tych, których obowiązuje dieta lekkostrawna wydaje się 5,35zł. Całodobowe wyżywienie cukrzyka w więzieniu kosztuje zaś 6,4zł. W dni świąteczne czy państwowe więźniowie jedzą ściśle, wcześniej określone dania. Na okres świąt państwowych i kościelnych dyrektor zakładu może wyrazić zgodę na przekroczenie o 30 procent wysokości stawek dziennych norm wyżywienia.
Sylwia Hukaluk-Kamecka
Zaloguj się lub Zarejestruj aby dodać komentarz.



